Wypróbowanie nowych wkłuć do pompy cz.2 – wyniki testów

Minęły właśnie 3 dni, odkąd zamieściłam artykuł, dotyczący wypróbowania innych wkłuć, niż do tej pory stosuję (zapraszam tutaj, jeśli macie jakieś zaległości – Wypróbowanie nowych wkłuć do pompy cz.1.) To czas najwyższy, aby ponownie pobawić się w małą “masochistę” i wbić ponownie tę odstraszająco długą igłę 🙂 (jeszcze mam 3 wkłucia na testy). Ale nie o tym będę tutaj pisać, tylko o tym jak faktycznie sprawdziły się na mnie te wkłucia Silhouette.

Wkłucie, z czasem, już tak nie pobolewało, jak zaraz po jego wbiciu, ale nadal było oczuwalne, jak na nie naduszałam. Spokojnie, na brzuchu mogłam spać, także to już połowa sukcesu. Od razu Wam jednak powiem, że pomimo tego, że teoretycznie wkłucie przeszło test pozytywnie (nie pojawiły się żadne stany zapalne, nie odkleiło od ciała, nie przeszkadzało w treningach), to jednak sama dziura, jaka po nim pozostaję, nie przekonuje mnie. Poza tym psychicznie jakoś też nie czułam się komfortowo, jak widziałam ten zagięty wężyk w ciele (wiecie, z poprzedniego postu, o czym mówię).

Ha, na początku to jednak od razu się Wam pochwalę – proszę bardzo 87% zakresu wyników, z 3 dni, w normie, to naprawdę bardzo dobry wynik 🙂 . Swoją drogą, jestem ciekawa, jak jest u Was? 

 Och, jaki ładny balonik, dziękuję 🙂

No i teraz coś na ostudzenie. Ta krew na końcu wężyka, to właśnie jest efekt tego, że trafiłam w jakieś naczynko i tak pobolewało. Nie doszło to zatkania wężyka, także wkłucie mogło sobie siedzieć w moim ciele na całe 3 dni.

Ups, coś zdjęcie wyszło niewyraźnie, he no wybaczcie, drugiego nie powtórzę 😉

 

I to jest właśnie ta kropeczka, która pozostaje po wyjęciu z ciała. Z czasem zamieni się w białą kropeczkę. Niestety, pozostanie blizna po czymś takim. Z perspektywy na to, ile mam blizn, m.in po upadkach na rowerze, powinnam się tym w ogóle nie przejmować. Dziś się jednak przejmuję i mówimy tym wkłuciom, razem z cukrzycom, zdecydowane:

Dodaj komentarz

Zamknij Menu